poniedziałek, 19 stycznia 2015

SHOW

~ Hope dies last

Ten sobotni wieczór spędzałam sama, z resztą jak każdy. Ale jakoś za specjalnie mi to nie przeszkadzało. Miałam wszystko to co mi było potrzebne dobra książka, herbata i koc. Usiadłam na sofie w salonie i wczułam się w tematykę lektury. Dźwięk mojego telefonu rozbrzmiewał w całym salonie. Odkryłam się, na nogi założyłam kapcie i poszłam zobaczyć sms-a. Nadawca była Alice. Odblokowałam telefon i przeczytałam treść :

____________________

Od : Alice

Za 20 minut ma Cię nie
być w domu. Przychodzi
Harry i ma Cię tam nie być.
Rozumiesz?

_____________________

Do : Alice

Nie tylko ty masz plany na
ten wieczór i przypominam
Ci, że ja też w tym domu
mieszkam.

______________________

Od : Alice

Gdyby twoja matka się
nie dojebała do mojego
ojca byłoby inaczej :)
Masz 20 minut, skończyłam
rozmowę. Nara.

______________________

Jak kazała tak zrobiłam, spakowałam wszystkie swoje rzeczy do małej torebki i wyszłam z domu. Poszłam na przystanek autobusowy gdzie czekał na mnie autobus. Zajęłam miejsce i czytałam opowiadanie. Kiedy zlokalizowałam gdzie jestem wysiadłam i udałam się prosto do domu babci. Zapukałam i po paru minutach zobaczyłam przemiłą staruszkę, którą była moja babcia.
-Cześć babciu.-Rzuciłam się starszej pani na szyję
-Megan? Co ty tu robisz? Jest tak późno, a ty pofatygowałaś się odwiedzić starą babkę. Wejdź proszę córciu.-Kobieta czule uśmiechnęła się w moim kierunku i gestem ręki zaprosiła do środka. Zdjęłam buty i udałam się za kobietą do kuchni.-Zrobię herbatki i porozmawiamy. Dobrze?-Pokiwałam
głową i pomogłam przygotować babci napój. -Więc co Cię sprowadza w moje strony wnusiu?- Upiłam łyk ciepłego napoju i odpowiedziałam.
-Wiesz babcia jaka jest Alice.. od czasu kiedy z nią mieszkam nie mam ani chwili spokoju. Ciągle mi przeszkadza, a na dodatek próbuje ukryć przed swoim chłopakiem, że jestem jej siostrą.-Starsza pani pokiwała z niedowierzaniem głową.
-Skarbie coś z tym trzeba będzie zrobić. Nie możesz być wyganiana ze swojego domu kiedy tylko tej gówniarze pasuje. Porozmawiam dzisiaj z twoją matka i ojczymem.-

***

Siedziałam i toczyłam rozmowę z babcią kiedy nagle zadzwonił mi telefon. Przesunęłam palcem ekran, tata. Odebrałam i zaczęłam rozmowę.
-Hallo, cześć tato.
(Cześć Megan,
gdzie jesteś?)
U babci Doris
(A nie wiesz
gdzie jest Al?)
W domu powinna
być.(Ok, za 10
min po Ciebie
będę.) Ok,
ubieram się.-

***

Było strasznie późno, a Alice nadal nie było. Rodzice co raz bardziej się martwili. Z drzwi rozbrzmiewał dzwonek. Mama pobiegła otworzyć.
-Dobry wieczór starszy Aspirant William Blank. Czy to pańska córka?-
-Tak.-Widziałam po mamie to przerażenie w oczach.
-Może wejdźmy do środka.-
-Tak, proszę.-Policjant wprowadził całkiem pijaną i zapłakaną Alice do salonu.
-Więc co Ali nawywijała?-Tata wtrącił.
-Pańska córka jest oskarżona o nieumyślne spowodowanie śmierci swojego kolegi.-
Potajemnie weszłam po schodach na górę, przebrałam się w piżamę i poszłam spać.

***2 dni później.***

Zbiegłam po schodach na śniadanie gotowa już to wyjścia. Przywitałam się z mamą która właśnie wychodziła. I usiadłam do stołu. Zjadłam w spokoju i poszłam na autobus. Długo nie musiałam czekać w sumie prawie wcale. Pokazałam kierowcy legitymacje szkolną i zajęłam swoje miejsce.
 Wyjęłam książkę i czytałam ją ze skupieniem. Kiedy zobaczyłam, że kierowca staje pod szkołą i wszyscy wysiadają wstałam i udałam się ku wejściu szkoły.
Przechodziłam obok gabinetu dyrektora. Było słychać krzyki, po paru sekundach z pokoju wybiegł zdenerwowany Harry Styles. Spojrzałam się na niego z przerażeniem.
-Czego się kurwa patrzysz?!-Odwróciłam wzrok i poszłam przed siebie.

****

Po skończonych lekcjach udałam się jak co poniedziałek do świetlicy pomagać dzieciom w pracach domowych. Był tak ktoś jeszcze, ktoś kogo się chyba tam nikt nie spodziewał. Siedział tam Styles starałam się go olewać ale cały czas na mnie spoglądał. Czar prysł gdy przyszli jego koledzy.
-E zakonnica pokazać Ci kotki w piwnicy?-Wszyscy zaczęli się głośno śmiać, a ja tylko odwróciłam się na pięcie i wróciłam do zajęć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz